Opinie pacjentów

Pani Kinga pomogła zmienić moje nawyki żywieniowe na lepsze. Bardzo polecam!

Maria

Poznaj inną historię

"Trochę chęci, dyscypliny i efekty są!"

"Z Panem Marcinem poznaliśmy się w .. w dzień dziecka!" - Wspomina dietetyk prowadząca - mgr inż. Kinga Pieleszko.  

czytaj więcej

Dietoterapia mierzona w kilo...metrach - oczami Marty

  • Marta, 32l.
  • Zachowanie zdrowych nawyków żywieniowych
  • Kobieta
  • 24 czerwca, 2019

Marta:

Wreszcie nastał ten piękny dzień, w którym postanowiłam się podzielić moim cudownym doświadczeniem z Kinią... Tak, Kinią, gdyż w dniu dzisiejszym jesteśmy już "w zaawansowanej" przyjaźni. 

Jak to się stało?

Pewnego dnia, kiedy zmieniłam pracę z pracy na pełnych obrotach na tę w trybie siedzącym, mimo iż pozwoliła mi na bardziej regularne posiłki, niestety dała po sobie poznać... kilogramy przybywały, choć w dalszym ciągu byłam częstym gościem na siłowni. Opadłam z sił, motywacja zaczęła zanikać i uznałam, że ostatnią deską ratunku jest wizyta u dietetyka. Jako, że nie godziłam się z coraz gorszym wyglądem, musiałam coś zrobić. Długo szukałam w internecie poleconych dietetyków i w końcu trafiłam na "Dobrego Dietetyka". Historia zaczęła się dość zabawnie, bo na stronie przeczytałam o innym dietetyku, do którego docelowo dzwoniłam. Odebrała Kinga, która poinformowała, że do wskazanego przeze mnie dietetyka nie ma już możliwości zapisów w Krakowie, tylko online. Wtedy zmartwiona zapytałam czy mogłaby mi kogoś polecić. "Oczywistym" tonem (że tak to określę), powiedziała, że owszem - SIEBIE I tak się zaczęło. :)

Od pierwszego spotkania polubiłyśmy się i to bardzo. Kinga była bardzo życzliwa, wyrozumiała i przede wszystkim pełna optymizmu. Mogłyśmy przegadywać godziny w gabinecie, ale inni, spragnieni wizyty czekali przecież w kolejce.

Marta:
Pozornie nie jestem najlepszym przykładem cudownych przemian, ale piszę to wszystko po to, żeby własnie pokazać jak podejść do diety, albo jak nie podchodzić, jakich błędów nie popełniać i jak się pozytywnie nakręcić na nowe wyzwania i zachęcić do podejmowania prób.
 
Jest milion "złotych środków", ale każdy działa indywidualnie i nie można popadać ze skrajności w skrajność. Na początku diety szło mi bardzo dobrze, ciągle były widoczne efekty, ale w momencie kiedy już nie były aż tak wyraźnie zarysowane, a ja zaczęłam więcej podróżować po świecie,  stało się to moją obsesją - co spowodowało efekt odwrotny. Zamiast chudnąć i zbliżać się do upragnionego celu, było coraz gorzej. Kalorie liczyłam co do jednej, ćwiczyłam nawet 5-6 razy w tygodniu (a nie były to aerobiki i chodzenie po bieżni tylko bardzo intensywne ćwiczenia - interwały, crossfit, insanity). Bywały dni, że przy psychicznym wykończeniu moją obsesją plus niezbyt fajną atmosferą w pracy przy dużej presji, gdy na urodziny ktoś przyniósł czekoladki, kończyło się na pochłonięciu kilograma. Brak racjonalnego myślenia a na końcu bardzo duże wyrzuty sumienia - przecież przytyłam w ciągu godziny 5kg! Ten stan umysłu ciągnął się za mną długo. Kinga stała się moim psychoterapeutą bardziej niż mogła być dietetykiem. Wspólnie uznałyśmy, że trzeba przystopować. Dieta przestała na mnie działać, ale bardziej w sensie psychicznym - straciłam do niej serce. "NIC ZA WSZELKĄ CENĘ!" - powtarzała Kinga jak mantrę. "Potrzebujesz odpocząć."
 
Rok temu wyjechałam na Seszele (nie, nie przez nieudaną próbę z dietą  ;) ). W międzyczasie pozostałyśmy oczywiście z Kinią w kontakcie. Wymieniałyśmy się ciągle wspólnymi spostrzeżeniami odnośnie żywienia na końcu świata, trybu życia, podejścia. Otoczenie zmusiło mnie do rozluźnienia się. Oczyściłam umysł i... Zaczęłam chudnąć samoistnie. Dlatego wiem jak ważne jest do tego prawidłowe podejście.Jeśli nie umówisz się sam ze sobą, że podejmujesz próbę, ale nie jest to cel za wszelką cenę tylko krok do Twojego lepszego samopoczucia, to nawet nie rób tego, bo więcej Cię będzie to kosztować. W chwili obecnej do mojego "nowego" życia włączyłam bardziej rozplanowane posiłki, dopasowałam je do trybu życia, który tu prowadzę i moich potrzeb. Jestem w stałym kontakcie z Kinią, która zawsze z pasją odpowiada na moje nawet najbardziej zagadkowe pytania ️ (Tak, Kinga jest też bardzo cierpliwa :) ).
Aby nie przedłużać, bo nikt nie poczuje się z motywowany do czytania wypracowań, następnym razem, o ile kogoś zachęciłam do śledzenia naszych wspólnych z Kinią losów, napiszę coś więcej. Chętnie też napiszę jak sobie radzić z kompozycją posiłków przy tak małym wyborze produktów na Seszelach (czyli jak zrobić coś z niczego). Albo jak zmienić podejście do samego siebie, aby zacząć ze sobą współpracować, a nie rywalizować.
 
Póki co przybijam "piątkę" tym co dotrwali z czytaniem do końca 
A moją Kinię ściskam najmocniej na świecie! ️ <3
 
 
Kinga:
 
Chyba sama lepiej bym tego nigdy nie ujęła. :)
Marti, dziękuję Ci za ciagłe inspiracje, twój czas, uwagę, Twoje starania i cudowne Seszelskie owocowe łupy za każdym razem, gdy jesteś w Polsce.  Ale przede wszystkim dziękuję za fenomenalną znajomość, która niepozornie zaczęła się właśnie w gabinecie dokładnie trzy lata temu, no.. 3 lata i 6 dni ;) .
 
Jeśli chcecie, abyśmy z Martą kontynuowały wątek jedzenia w podróży / na wakacjach / w egzotycznych krajach - dajcie znać w komentarzach. :)
 
Pozdrawiamy WAS - obydwie! :)
Sprawdź swoje dane osobobowe Sprawdź swoje dane osobobowe